* Nartostrady mistrzów
Odsłony: 4219

kitzbuhel-stok nad miastem.jpgNARTY W KITZBÜHEL (AUSTRIA - TYROL)

O tym, żeby pojechać na narty do Kitzbühel i zjechać tamtejszą trasą mistrzów, marzyłam od dawna. Teraz, kiedy marzenie miało się spełnić, przestraszyłam się, że wszystko popsuje brak śniegu. Na szczęście w Tyrolu wiedzą co robić, aby nawet w otoczeniu zielonych stoków, na nartostradach jednak dało się szusować...




Jak to jest kiedy pędzi się na nartach z prędkością 140 km/h?  Żeby się o tym przekonać, nie musimy być zjazdowymi mistrzami. Zresztą wcale nie musimy umieć jeździć na nartach! Wystarczy, że zajrzymy do muzeum przy górnej stacji wyruszających z Kitzbühel gondolek Hahnenkamm, wejdziemy do wnętrza wyglądającego niczym kosmita narciarza, wrzucimy 1 euro (za sam wstęp do muzeum się nie płaci), po czym przed oczami zacznie nam się przesuwać trasa, kibicujący tłum, będą migać  mijane bramki, a nogi podskakiwać na niby muldach.

Zjazd w symulatorze to najlepsza okazja, by poznać schodzącą do Kitzbühel kultową trasę "Die Streif". Co roku, w styczniu, odbywają się na niej słynne zawody "Hahnenkamm Rennen". Na odcinku o długości 3312 m i różnicy poziomów 863 m nachylenie dochodzi do 85%! Przy takich parametrach nic dziwnego, że prędkości narciarzy dochodzą do wspomnianych 140 km/h, a rekordowe skoki sięgają 80 metrów! Jeśli chcemy, trasę wyścigu można sobie wybić w muzeum w formie pamiątkowego medalu na samoobsługowym automacie.

kitzbuhel-symulator.jpg Po wirtualnym treningu postanawiamy przejechać trasę "w realu". Zawodnikom przejazd zajmuje mniej niż 2 minuty, nam, no cóż, dużo dłużej, no ale przecież szaleństwem byłoby pędzić "na krechę".

Zawody Hahnenkamm Rennen, słynące jako bardzo trudne (oprócz zjazdu jest jeszcze slalom), przyciągają największe narciarskie sławy. Nazwiska najlepszych uwieczniono na... wagonikach kolejki. Gondolka, do której my wsiadamy nosi imię Alberto Tomby, natomiast po drodze mija nas "Stephan Eberharter", "Bode Miller", "Hermann Maier", "Toni Sailer" - urodzony w Kitzbühel trzykrotny medalista olimpijski  i inni, których nie znamy, ale mamy prawo, bowiem zawody rozgrywane są od 1931 roku. Polskich nazwisk niestety nie ma (no cóż, szkoda, że nie uwzględniono skoczków :) ). Mamy za to "nasz" akcent na innych gondolkach, startujących z Kirchbergu, a ozdobionych flagami różnych państw. W tym przypadku nie trzeba było się zasłużyć - oprócz biało-czerwonej pokazano flagi krajów z całego świata, nawet tak egzotycznych jak np. Kongo czy Belize. Zabawa w rozpoznawanie flag to niezły sposób na zabicie czasu podczas wjazdu na górę.

Ski safari dla każdego


kitzbuhel-na krzeselkach.jpg W stosunku do wielu innych regionów Austrii w Kitzbühel mowę polską słyszy się stosunkowo rzadko. W statystykach przyjazdów dominują Niemcy, Anglicy, Holendrzy i Belgowie, chociaż ostatnio pojawia się też coraz więcej Rosjan, z którymi  jesteśmy często myleni. Co tu kryć, jest to poniekąd miejsce ekskluzywne i raczej nie tanie, choć można trafić na atrakcyjne cenowo pakiety promocyjne, w ramach których za 312 euro dostaniemy zakwaterowanie na 7 dni, śniadania i 6-dniowy ski-pass (trzeba pytać o "Fun and Snow Goodies"). Z drugiej strony - naprawdę można się w tym regionie wyjeździć. Jeśli kupimy tzw. "Top Skipass" na całe Alpy Kitzbühelskie, będziemy mieli do wyboru 704 km tras w różnych ośrodkach, także takich jak np. St Johann czy Brixental.

kitzbuhel-stok.jpg W samym regionie Kitzbühel czeka 170 km tras, z czego połowa w razie potrzeby może być sztucznie zaśnieżona. Kto chce może jeździć na łagodnych trasach niebieskich lub trudniejszych - czerwonych, ale nie brak też wymagających czarnych (największe ich zagęszczenie jest na górze Steinbergkogel). Ucieszą się ci, którzy nie lubią szusować ciągle po tym samym stoku - układ tras i 56 wyciągów pozwala na zrobienie narciarskiego safari, czyli jeżdżenie ciągle gdzie indziej. Wyłącznie na nartach, korzystając z jednego skipassu, można objechać naprawdę ogromny teren, obejmujący 5 podregionów. Specjalna mapa sugeruję jaką trasę wybrać. Jest więc "Rodzinna", "Off piste", "Raj snowboardzistów", "Master Tour", a nawet... "Trasa Rozkoszy" (oczywiście o narciarskie rozkosze chodzi...). Orientację ułatwia doskonałe oznakowanie tras oraz darmowe, kieszonkowe mapki, także w wersji polskojęzycznej.

kitzbuhel-3s.jpg Widoki po drodze mamy obłędne - na pierwszym planie wznoszą się niezwykle fotogeniczne, poszarpane skały masywu Wilder Kaiser, z drugiej strony Wysokie Taury, a z boku - Alpy Zillertalskie. Nas fascynują przestrzenie jakie pokonujemy i  mnogość wyciągów. Liczne gondole, krzesła - 6, nawet 8-osobowe, no i imponująca "3 S" jak nazywa się kolejka linowa z wagonikami podwieszonymi na trzech potężnych linach (stąd nazwa). Owe "3 S" to rodzaj łącznika między dwoma górskimi grzbietami przedzielonymi głęboką doliną. W ten sposób dolina pozostanie dzika - żadne nartostrady na jej zboczach już nie powstaną. Takie jest tyrolskie prawo uznające, że nartostrad jest już wystarczająco dużo, teraz natomiast trzeba inwestować w jakość infrastruktury.

Lodowe łoże i gorące wino


kitzbuhel - ogolnie stoki.jpg Największe zagęszczenie tras i wyciągów w regionie Kitzbühel stanowią góry Ehrenbachhöhe (1802 m wys.) oraz Pengelstein (1938 m). To nic, że jak na Alpy nie duże to wysokości i że w okolicy nie ma lodowca. Trasy są doskonale przygotowane, co zwłaszcza w czasie niezbyt śnieżnej zimy wzbudza szczery podziw. Dojechać na nartach można aż do parkingów, czyli w przypadku Kitzbühel oraz Kirchbergu - na poziom 800 m n.p.m., gdzie temperatury, kiedy tam jestem, są iście wiosenne. Białe nitki nartostrad pośród zielonych już pól to oczywiście zasługa armatek i odpowiedniej techniki ubijania śniegu.

Dowodem, że zima wysoko nad Kitzbühel panuje, jest wybudowana na wysokości 1676 m wioska igloo. Śniegowe kopułki kryją w sobie lodowy bar, kaplicę w której można wziąć ślub, jest też część hotelowa. Przespanie się na śniegowym łożu to atrakcja wcale nie tania - 90 euro od osoby, a mimo to chętnych jest tak wielu, że rezerwacje lepiej robić ze sporym wyprzedzeniem. Wejścia do "Alpeniglu Dorf" jak nazywa się to miejsce, strzeże bynajmniej nie Eskimos, ale... Indianin, a raczej jego wyrzeźbiona w śniegu głowa. Są też (również wyrzeźbione), dwa kąpiące się w wannie polarne niedźwiedzie i renifery - te już jak najbardziej prawdziwe.

kitzbuhel-igloo.jpg Wizyta w igloo przypomina nam, że czas na grzane wino, bez którego trudno sobie wyobrazić narty w Austrii. Oczywiście chodzi o symboliczne ilości, bo przecież trzeba panować nad nartami. Naszą ulubioną chatą na picie grzańca na stoku stała się w rejonie Kitzbühel drewniana, typowo tyrolska Jagerwurzhütte. Można posiedzieć w stylowo urządzonym wnętrzu, albo na słonecznym tarasie w widokiem na przejeżdżających narciarzy. Swoją drogą warto wziąć udział w plebiscycie na najsympatyczniejszą górską chatę - głosując mamy szansę wygrać narciarskie wakacje!

Kolorowa starówka


kitzbuhel-miasto2.jpg Wjeżdżając gondolką na górę patrzę na położone w dolinie Kitzbühel. To miasteczko o bardzo długiej historii - prawa miejskie uzyskało już w XIII wieku. W średniowieczu źródłem bogactwa były tu kopalnie miedzi i srebra. Teraz podstawą jest oczywiście turystyka. Mieszkańców jest niecałe 9 tys., miejsc noclegowych dla gości - drugie tyle, ale przecież stałymi bywalcami są także ci, którzy kwaterują się w okolicy (bardzo dobrą bazą noclegową jest np. oddalony o 6 km Kirchenberg, skąd zresztą również startują wyciągi).

Dzisiejsze Kitzbühel to poza hotelami głównie sklepy, restauracje i to co może przyciągnąć gości, czyli np. kasyno oraz Aquarena - kompleks basenowy, ze ścianką wspinaczkową, lodowiskiem i salonami piękności. Koniecznie jednak trzeba znaleźć czas na spacer wąskimi uliczkami starówki, po których od czasu do czasu przejedzie dorożka i co chwila natrafimy na ładną fontannę, ciekawy fresk czy rzeźbę. Pomijając wiekowe kościoły (najstarsze - z XIV wieku) trudno rozpoznać co jest zabytkiem, a co współczesną budowlą - wszystko się doskonale komponuje. Przykładowo - w nowoczesnej w sumie fasadzie Hotelu Goldener Greif można zobaczyć przepiękny gotycki portal.

Kitzbühel to takie trochę bajkowe miasteczko - kolorowe, czyste, w każdym detalu dopracowane. Snobistyczne? W pewnym stopniu tak, choć i tak mniej niż dawniej. Na zdjęciach w muzeum regionalnym można przekonać się jak w latach 20-30tych XX wieku wyglądały tutejsze bale i kto ze znanych postaci tu przyjeżdżał. Na liście jest m.in. ówczesny turecki sułtan, królowa rumuńska, książę Walii - Edward czy aktorka Claudia Cardinale.

Barowy dołek


kitzbuhel-stoki z gory.jpg Kitzbühel to przede wszystkim kurort narciarski, ale nie tylko narciarze upodobali sobie to miejsce. Niedawno odbyły się tu zawody Pucharu Świata w polo - grano na śniegu, co zwłaszcza dla zawodników z Brazylii musiało być nie lada wyzwaniem. Wielkim wydarzeniem są rozgrywane co roku w lutym zawody "Jump & Freeze", polegające na zjeździe w oryginalnym stroju, albo jeszcze lepiej - w pojeździe własnej konstrukcji i na końcu - efektownym skoku do basenu wypełnionego wodą o temperaturze zaledwie kilku stopni. Na starcie pojawiają się pseudo wozy strażackie, traktory i wszelkie dziwne pojazdy, ale także różnej maści przebierańcy i dziewczyny w bikini, którym nie straszna lodowata kąpiel.

Kitzbühel może się też poszczycić pierwszym z prawdziwego zdarzenia austriackim stadionem curlingowym, na którym ćwiczy kadra narodowa Austrii w tej dyscyplinie. Z kolei wraz z nadejściem lata przyjeżdżają fani golfa. Najważniejszą imprezą jest tzw. Turniej Stu Dołków (w tym roku od 18 do 25 czerwca), kiedy to zawodnicy grają równolegle na kilku polach, celując w sumie do 99 dołków, ale za najważniejszy uważa się setny, którym jest... klubowy bar. Jedno jest pewne, niezależnie od tego, kiedy nie przyjedziemy do Kitzbühel, nie sposób się nudzić. Z kolei przyjazd tutaj na narty zachęca, by wrócić w to piękne miejsce także latem.


Informacje praktyczne (dane z 2007 r.):


Dojazd: Kitzbühel znajduje się ok.1100 km od Warszawy,  80 km od Salzburga, 380 km od Wiednia. Jadąc od strony stolicy Austrii trzeba zjechać z autostrady A1 na pierwszym zjeździe za Salzburgiem, robiąc "skrót" przez Niemcy. Do Kitzbühel można dotrzeć także pociągiem.

kitzbuhel-gory.jpgSkipassy: Tylko na region Kitzbühel (170 km nartostrad) - w zależności od sezonu 33-37,50 euro - 1 dniowy, 152-175 euro - 6-dniowy. Top-Skipass na całe Alpy Kitzbuhelskie (704 km tras) - 40 euro za 1 dzień, 190 euro za 6 dni.

Warto wiedzieć:
* Alpejski telefon alarmowy: nr 140; * Parkingi przy wyciągach są ogólnie bezpłatne. Wyjątek stanowi parking przy kolejce Hahnenkamm gdzie trzeba zapłacić 3,60 euro (wszystko jedno czy będziemy stali 3 godziny, czy cały dzień).

Informacje na miejscu:
centrum informacyjne koło ratusza w Kitzbühel: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., tel. (0043) 5334-6230. Infolinia narciarska: : 05356-6951215.

Internet:
http://www.kitzbuehel.com , http://www.servus-kitz.com , http://www.bergbahn-kitzbuehel.at , http://www.hahnenkamm.com , http://www.kitzbueheler-alpen.com

Back to top