Na nartach w Kitzbühel
Odsłony: 5209

NARTY W KITZBÜHEL (AUSTRIA)


O tym, żeby pojechać na narty do Kitzbühel i zjechać tamtejszą trasą mistrzów, marzyłam od dawna. Teraz, kiedy marzenie to miało się spełnić, przestraszyłam się, że wszystko popsuje brak śniegu. Na szczęście w Tyrolu wiedzą co robić, aby nawet w otoczeniu zielonych stoków na nartostradach jednak dało się szusować.


Jak to jest kiedy pędzi się na nartach z prędkością 140 km/h? Żeby się o tym przekonać, nie musimy być zjazdowymi mistrzami. Zresztą wcale nie musimy umieć jeździć na nartach! Wystarczy, że zajrzymy do muzeum przy górnej stacji wyruszających z Kitzbühel gondolek Hahnenkamm, wejdziemy do wnętrza wyglądającego niczym kosmita narciarza (taką formę ma specjalna kapsuła), wrzucimy 1 euro (za sam wstęp do muzeum się nie płaci), po czym przed oczami zacznie nam się przesuwać trasa, kibicujący tłum, będą migać bramki, a nogi zaczną podskakiwać na niby muldach.

Zjazd w symulatorze to najlepsza okazja, by poznać schodzącą do Kitzbühel kultową trasę Die Streif. Co roku, w styczniu odbywają się na niej słynne zawody Hahnenkamm Rennen. Na odcinku o długości 3312 m i różnicy poziomów 863 m nachylenie dochodzi do 85%!  Nic dziwnego, że przy takich parametrach prędkości narciarzy dochodzą do wspomnianych 140 km/h, a rekordowe skoki sięgają 80 metrów! Jeśli chcemy, trasę wyścigu można sobie wybić w muzeum w formie pamiątkowego medalu na samoobsługowym automacie.

Po wirtualnym treningu postanawiamy przejechać trasę "w realu". Zawodnikom przejazd zajmuje mniej niż 2 minuty, nam, mimo że jeździmy w miarę szybko - dużo dłużej, no ale przecież szaleństwem byłoby pędzić "na krechę". Zawody Hahnenkamm Rennen, słynące jako bardzo trudne (oprócz zjazdu jest jeszcze slalom), przyciągają największe narciarskie sławy. Nazwiska najlepszych uwieczniono na... wagonikach kolejki. Gondolka, do której my wsiadamy nosi imię Alberto Tomby, natomiast po drodze mija nas "Stephan Eberharter", "Bode Miller", "Hermann Maier", "Toni Sailer" - urodzony w Kitzbühel trzykrotny medalista olimpijski i inni, których nie znamy, ale mamy prawo, bowiem pierwsze zawody rozgrano już w 1931 roku. Polskich nazwisk niestety nie ma, za to mamy "nasz" akcent na innych gondolkach, startujących z Kirchbergu, a ozdobionych flagami różnych państw. W tym przypadku nie trzeba było się zasłużyć - oprócz biało-czerwonej pokazano flagi krajów z całego świata, nawet tak egzotycznych jak np. Kongo czy Belize. Zabawa w rozpoznawanie flag to niezły sposób na zabicie czasu podczas wjazdu na górę.

Ski safari dla każdego


W stosunku do wielu innych regionów Austrii w Kitzbühel mowę polską słyszy się stosunkowo rzadko. W statystykach przyjazdów dominują Niemcy, Anglicy, Holendrzy i Belgowie, chociaż ostatnio pojawia się też coraz więcej Rosjan, z którymi zresztą jesteśmy często myleni. Co tu kryć, jest to poniekąd miejsce ekskluzywne i raczej nie tanie, choć można trafić na atrakcyjne cenowo pakiety promocyjne, w ramach których za 312 euro dostaniemy zakwaterowanie na 7 dni, śniadania i ski-pass na 6 dni (trzeba pytać o "Fun and Snow Goodies").

Z drugiej strony - naprawdę można się tu wyjeździć. Jeśli kupimy Top Skipass na całe Alpy Kitzbühelskie, będziemy mieli do wyboru 704 km tras w różnych ośrodkach, także takich jak np. St Johann czy Brixental. W samym regionie Kitzbühel czeka 170 km tras, z czego połowa w razie potrzeby może być sztucznie zaśnieżona. Kto chce może jeździć na łagodnych trasach niebieskich lub trudniejszych - czerwonych, ale nie brak też wymagających, czarnych (największe ich zagęszczenie jest na górze Steinbergkogel). Ucieszą się ci, którzy nie lubią szusować ciągle po tym samym stoku - układ tras i 56 wyciągów pozwala na zrobienie sobie narciarskiego safari.

Wyłącznie na nartach, korzystając z jednego skipassu, można objechać naprawdę ogromny teren, obejmujący 5 podregionów. Specjalna mapa sugeruję jaką trasę wybrać. Jest więc "Rodzinna", "Off piste", "Raj snowboardzistów", "Master Tour", a nawet... "Trasa Rozkoszy" (oczywiście o narciarskie rozkosze chodzi...). Orientację ułatwia doskonałe oznakowanie tras oraz darmowe, kieszonkowe mapki, także w wersji polskojęzycznej.

Widoki po drodze mamy obłędne - na pierwszym planie wznoszą się niezwykle fotogeniczne, poszarpane skały masywu Wilder Kaiser, z drugiej strony - Wysokie Taury, a z boku - Alpy Zillertalskie. Nas fascynują przestrzenie jakie pokonujemy i mnogość wyciągów. Liczne gondole, krzesła - 6, nawet 8-osobowe, no i imponująca "3 S" jak nazywa się kolejka linowa z wagonikami podwieszonymi na 3 potężnych linach (stąd nazwa). Owe 3S to rodzaj łącznika między dwoma górskimi grzbietami przedzielonymi głęboką doliną. W ten sposób dolina pozostanie dzika - żadne nartostrady na jej zboczach już nie powstaną. Takie jest tyrolskie prawo uznające, że nartostrad jest już wystarczająco dużo, teraz natomiast trzeba inwestować w jakość infrastruktury.

Lodowe łoże i gorące wino


Największe zagęszczenie tras i wyciągów w regionie Kitzbühel stanowią góry Ehrenbachhöhe (1802 m wys.) oraz Pengelstein (1938 m). To nic, że jak na Alpy nie duże to wysokości, i że w okolicy nie ma lodowca. I tak trasy są doskonale przygotowane, co zwłaszcza w czasie małośnieżnej zimy, kiedy odwiedzam ten rejon, wzbudza szczery podziw. Dojechać na nartach można aż do parkingów, czyli w przypadku Kitzbühel czy Kirchbergu - na poziom 800 m n.p.m., gdzie temperatury są iście wiosenne. To oczywiście zasługa armatek i odpowiedniej techniki ubijania śniegu.

Dowodem, że zima nad Kitzbühel panuje, jest wybudowana na wysokości 1676 m wioska igloo. Śniegowe kopułki kryją w sobie lodowy bar, kaplicę, w której np. można wziąć ślub, jest też część hotelowa. Przespanie się na śniegowym łożu to atrakcja wcale nie tania - 90 euro od osoby, a mimo to chętnych jest tak wielu, że rezerwacje lepiej robić ze sporym wyprzedzeniem. Wejścia do "Alpeniglu Dorf" jak nazywa się to miejsce, strzeże bynajmniej nie Eskimos, ale... Indianin, a raczej jego wyrzeźbiona w śniegu głowa. Są też, również wyrzeźbione, dwa kąpiące się w wannie polarne niedźwiedzie i renifery - te już jak najbardziej prawdziwe.

Wizyta w igloo przypomina nam, że czas na grzane wino, bez którego trudno sobie wyobrazić narty w Austrii. Oczywiście chodzi o symboliczne ilości, bo przecież trzeba panować nad nartami. Naszą ulubioną chatą na picie grzańca na stoku stała się w rejonie Kitzbühel drewniana, typowo tyrolska Jägerwurzhütte. Można posiedzieć w jej stylowo urządzonym wnętrzu, albo na słonecznym tarasie w widokiem na przejeżdżających narciarzy.

Kolorowa starówka


Wjeżdżając gondolką na górę patrzę na położone w dolinie Kitzbühel. To miasteczko o bardzo długiej historii - prawa miejskie uzyskało już w XIII wieku. W średniowieczu źródłem bogactwa były tu kopalnie miedzi i srebra. Teraz podstawą jest oczywiście turystyka. Mieszkańców jest niecałe 9 tys., miejsc noclegowych dla gości drugie tyle, ale przecież stałymi bywalcami są także ci, którzy kwaterują się w okolicy (bardzo dobrą bazą noclegową jest np. oddalony o 6 km Kirchenberg, skąd zresztą również startują wyciągi). Dzisiejsze Kitzbühel to poza hotelami głównie sklepy, restauracje i to, co może przyciągnąć gości, czyli np. kasyno czy Aquarena - kompleks basenowy, ze ścianką wspinaczkową, lodowiskiem, salonami piękności etc. Koniecznie jednak trzeba znaleźć czas na spacer wąskimi uliczkami miejskiej starówki, po których od czasu do czasu przejedzie dorożka i co chwila natrafia się na ładną fontannę, ciekawy fresk czy rzeźbę. Pomijając wiekowe kościoły (najstarsze - z XIV wieku) trudno rozpoznać, co jest zabytkiem, a co współczesną budowlą - wszystko się doskonale komponuje. Przykładowo - w nowoczesnej w sumie fasadzie Hotelu Goldener Greif można zobaczyć przepiękny gotycki portal.

Kitzbühel to takie trochę bajkowe miasteczko - kolorowe, czyste, w każdym detalu dopracowane. Snobistyczne? W pewnym stopniu tak, choć i tak mniej niż dawniej. Na zdjęciach w muzeum regionalnym można przekonać się jak w latach 20-30tych XX wieku wyglądały tutejsze bale i kto ze znanych postaci tu przyjeżdżał. Na liście jest m.in. ówczesny turecki sułtan, królowa rumuńska, książę Walii - Edward czy aktorka Claudia Cardinale.

Barowy dołek


Kitzbühel to przede wszystkim kurort narciarski, ale nie tylko narciarze upodobali sobie to miejsce. Niedawno odbyły się tu zawody Pucharu Świata w polo - grano na śniegu, co zwłaszcza dla zawodników z Brazylii musiało być nie lada wyzwaniem. Wielkim wydarzeniem są również rozgrywane w lutowy weekend zawody Jump & Freeze, polegające na zjeździe ze stoku w oryginalnym stroju, albo jeszcze lepiej - w pojeździe własnej konstrukcji i na końcu - efektownym skoku do basenu wypełnionego wodą o temperaturze zaledwie kilku stopni. Na starcie pojawiają się pseudo wozy strażackie, traktory i wszelkie dziwne pojazdy, ale także różnej maści przebierańcy i dziewczyny w bikini, którym nie straszna lodowata kąpiel.

Kitzbühel może się też poszczycić pierwszym z prawdziwego zdarzenia austriackim stadionem curlingowym, na którym ćwiczy kadra narodowa Austrii w tej dyscyplinie. Z kolei wraz z nadejściem lata przyjeżdżają fani golfa. Najważniejszą imprezą jest tzw. Turniej Stu Dołków (w tym roku od 18 do 25 czerwca), kiedy to zawodnicy grają równolegle na kilku polach, celując w sumie do 99 dołków, ale za najważniejszy uważa się setny, którym jest... klubowy bar. Jedno jest pewne - niezależnie od tego, kiedy nie przyjedziemy do Kitzbühel, nie sposób się nudzić. Z kolei przyjazd na narty zachęca, by wrócić w to piękne miejsce także latem.

 

 

Informacje praktyczne:


Dojazd: Kitzbühel znajduje się ok.1100 km od Warszawy, 80 km od Salzburga, 380 km od Wiednia. Jadąc od strony stolicy Austrii trzeba zjechać z autostrady A1 na pierwszym zjeździe za Salzburgiem, robiąc "skrót" przez Niemcy. Do Kitzbühel można dotrzeć także pociągiem.

Skipassy:Tylko na region Kitzbühel (170 km nartostrad) - w zależności od sezonu  skipass 1-dniowy kosztuje 33-38 euro, 6-dniowy 152-175 euro. Top-Skipass na całe Alpy Kitzbühelskie (704 km tras) to 40 euro za 1 dzień i 190 euro za 6 dni.

Alpejski telefon alarmowy:- nr 140.

Parkingi przy wyciągach: są ogólnie bezpłatne. Wyjątek stanowi parking przy kolejce Hahnenkamm gdzie trzeba zapłacić 3,60 euro (wszystko jedno czy będziemy stali 3 godziny, czy cały dzień).

Informacje:
Centrum informacyjne koło ratusza w Kitzbühel: tel. (0043) 5334-6230.
Infolinia narciarska: 05356-6951215.

Internet:
http://www.kitzbuehel.com, http:// www.servus-kitz.com, http://www.bergbahn-kitzbuehel.at, http://www.kitzbueheler-alpen.com

Tekst opublikowany w 2006 r. w dodatku "Turystyka" Gazety Wyborczej.

Back to top