Narty po libańsku
Odsłony: 9429

GÓRY LIBANU

Do południa jeździsz na nartach, po południu - kąpiesz się w morzu... Gdzie tak jest? W Libanie...



Maniaków nart (czyli tych, którzy nie mają innych potrzeb, niż od świtu do nocy zjazdy po nartostradach) nie będę przekonywać, by zamiast w Alpy przyjeżdżali na libańskie stoki. Cóż, do Alp górom Libanu daleko. Nie chodzi nawet o wysokość, bo z tym w Libanie jest całkiem nieźle (najwyższa góra Qornet es Saouda sięga 3083 m n.p.m.), ile o infrastrukturę. Pod tym względem jeszcze sporo libańskie ośrodki narciarskie mają do zrobienia, choć sytuacja z roku na rok powoli się poprawia.

Co innego jeśli chcemy połączyć narty ze zwiedzaniem ciekawych miejsc i oglądaniem niecodziennych dla Europejczyka krajobrazów - Liban nadaje się do tego wyśmienicie. Dodatkowy atut stanowi to, że jest tu dość tanio, podróżowanie jest łatwe (w miejscach "turystycznych" mamy świetnie rozwinięty transport), ludzie są mili i uczynni (przydaje się jednak znajomość francuskiego!), no i doskonała jest libańska kuchnia. Nie dajmy się zwieść pokutującej na temat Libanu opinii, jako o kraju kojarzącym się z wojną. Sąsiedztwo Izraela bynajmniej nie pomaga Libanowi w odbudowie wizerunku oazy spokoju, ale wojna to już przeszłość. O tym, że jest bezpiecznie, świadczą choćby grupy Włochów, Francuzów, czy Niemców, licznie przyjeżdżających do tego kraju i wystawiających mu jak najlepszą opinię. Może w przyszłości znowu będzie mówić się o Libanie "Szwajcaria Wschodu"?

Zaczęli Francuzi...


Ale wracając do nart... Lodowców w Libanie nie ma, ale i tak, jak na śródziemnomorski kraj, sezon narciarski trwa tu dość długo. W najwyżej położonych regionach pierwszy śnieg pojawia się już pod koniec listopada (wyciągi uruchamia się jednak w grudniu), a gdy go napada bardzo dużo, można jeździć aż do kwietnia.

Narciarstwo zapoczątkowali w Libanie żołnierze stacjonującej w tym kraju Armii Francuskiej (do 1946 roku kraj ten był francuską kolonią). W 1930 roku założyli oni w rejonie tzw. Cedrów, wojskową szkółkę narciarską, no i wkrótce nowy sport miał już wielu miłośników. Obecnie mamy do wyboru w sumie 6 ośrodków (na końcu wymieniam wszystkie z nich), przy czym tak naprawdę sensownie pojeździć można w dwóch: pierwszy z nich to tzw. Cedry (najwyżej położony), drugi - Faraya (z najlepszą infrastrukturą). W każdym z ośrodków mamy po kilka wyciągów i tras (w Farayi - kilkanaście), tak więc jest się skazanym raczej na jazdę ciągle po tych samych stokach. Inna sprawa że jak już wspomniałam - przyjeżdżać należy tu dla egzotyki, nie po wyczyny.

Jeśli nie chcemy martwić się o sprawy organizacyjne, załatwienie narciarskiego pobytu możemy polecić którejś z agencji turystycznych, np. w Bejrucie. W ramach oferowanych zimą pakietów mamy już zwykle wliczone transfery, zakwaterowanie oraz wyżywienie. Ponieważ z tego typu propozycji korzystają raczej bogaci klienci, nie jest to opcja tania - średnio wychodzi 80 dol./dziennie (bez ski-passu). Na pewno taniej będzie, jeśli sami dojedziemy do wyciągów i na miejscu załatwimy zakwaterowanie, choć w szczycie sezonu może się to okazać dość trudne. Inną opcją może być urządzenie sobie bazy wypadowej np. w Bejrucie i codzienne dojeżdżanie na narty (wszystkie ośrodki są w promieniu od pół godziny do maksymalnie 2-3 godzin jazdy od stolicy).

Beduini na nartach


Kiedy podróżuję po Libanie jest już kwiecień. -Trochę późno jak na narty - słusznie stwierdza kierowca wiozący mnie w rejon Laklouk (w Libanie doskonale jeździ się autostopem). Po obu stronach drogi leżą jeszcze zwały śniegu, ale na stokach - kwitną już pierwsze wiosenne kwiaty. -Jedź do Farayi... Tam jeszcze wyciągi chodzą - zapewnia kierowca.

Zgodnie z radą - jadę. Faktycznie - działają i orczyki, i krzesła. Pożyczam sprzęt (10 dol./ dziennie, wybór jednak bez rewelacji), kupuję karnet (1-dniowy - 28 dol.), no i z poziomu 1850 m (dolna stacja wyciągów) wciągam się na samą górę, czyli najwyższy w centralnym Libanie szczyt o nazwie Mzaar (2463 m n.m.p.). Na tej wysokości nie ma już drzew, za to jest to świetny punkt panoramiczny. Z jednej strony widać dolinę Bekaa, z drugiej, przy dobrej pogodzie, zarysowuje się na horyzoncie Morze Śródziemne, zaś na północy dojrzymy pewnie górę Hermon. Spotkani Libańczycy, którzy na szczyt przyjechali snowmobilem zapewniają, że przy idealnych warunkach z Mzaaru widać także Cypr (ja nie widziałam).

No dobrze, ale trzeba pojeździć. W sumie do wyboru mam 11 wyciągów, w tym 7 krzesełkowych. Potrójnym krzesłem wjeżdżam na  drugi z głównych tutejszych szczytów - Jabal Dib (2296 m). W dół zjeżdżam trasą FIS-owską (w sumie w rejonie Farayi są 4 trasy mające homologację FIS).

Trzeci szczyt od niedawna włączony w obszar narciarski Farayi to obstawiony 6 wyciągami Warde (2438 m). Poza tym można tu również pojeździć poza trasami. Są wprawdzie w tym rejonie tereny zagrożone lawinami, ale na szczęście dość dobrze oznaczone.

W sumie - na stoku luźno, ale w końcu to środek tygodnia. Ponoć w weekendy w tzw. wysokim sezonie jest tu dość tłoczno. Spotykam nie tylko Libańczyków - nie brak też gości z bogatych krajów Półwyspu Arabskiego (głównie z Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich). U siebie śniegu nie mają, tak więc libańskie góry to dla nich ogromna atrakcja. Poza tym dla nich jest tu po prostu tanio, no i podobają im się swobody obyczajowe, których w wymienionych krajach arabskich nie ma (alkohol, przesiadywanie w pubach i klubach nocnych, rozrywkowe dziewczyny, hazard w kasynie koło Bejrutu). Nic dziwnego że arabscy goście słyną jako bardzo dochodowi klienci.

Popularność Farayi ma oczywiście wpływ na obowiązujące w niej ceny - ze wszystkich ośrodków narciarskich Libanu jest tu zdecydowanie najdrożej. Równocześnie przygotowanie tras i cała infrastruktura są lepsze niż gdzie indziej, choć cały czas istnieją jeszcze możliwości rozbudowy i unowocześnienia stoków. Od pewnego czasu zaczęli w ośrodek inwestować Francuzi i Niemcy - zobaczymy, co dalej z tego wyniknie.

Nie tylko narty


Tak jak już wspomniałam, warto połączyć narty w Libanie ze zwiedzaniem. Przede wszystkim minimum dwa dni warto przeznaczyć na stolicę. Bejrut, dopóki nie zniszczyły go izraelskie bomby, był jednym z najpiękniejszych miast Bliskiego Wschodu. Odbudowa metropolii ciągle trwa, przy czym zwłaszcza w centrum, widać rozmach i bardzo nowoczesne trendy w zagospodarowywaniu terenu.

Między Bejrutem a Farayą też jest kilka ciekawych miejsc. W miejscowości Jounieh (20 km od Bejrutu) warto się np. przejechać kolejką linową (tzw. telepherique), która wwiezie nas na szczyt wzgórza Harrisa. Obok katolickiej bazyliki Matki Boskiej z Libanu stoi tam gigantyczny posąg Maryi, przywieziony w XIX wieku jako dar Francji. Panorama z tego miejsca jest niesamowita - widać morze, nabrzeżną zabudowę i przedmieścia Bejrutu.

Jounieh z kolei słynie głównie z rozrywek nocnych - są tu liczne knajpki, dyskoteki, a także popularne w Libanie kasyno (warunek wejścia: ukończone 21 lat i odpowiedni ubiór - w adidasach i dżinsach nie mamy szans).

Inną szeroko reklamowaną atrakcją okolic Bejrutu jest znajdująca się na obrzeżach Jounieh jaskinia Jeita Grotto. Różne jaskinie na świecie widziałam, ale tę uważam za jedną z najlepszych. Spacerując podziemnymi korytarzami zobaczymy wielkie stalaktyty i stalagmity, przepłyniemy się też łódką po podziemnym jeziorku.

Z kolei całkiem blisko Farayi (6 km od niej), w miejscowości Faqra mamy malownicze ruiny starożytnej świątyni. Swoją drogą tu też jest kilka wyciągów, ale zdecydowanie lepiej można pojeździć w Farayi. Po drodze zróbmy jednak jeszcze przystanek i zobaczymy 30-metrowy skalny most. Aż trudno uwierzyć, że to dzieło natury, powstałe bez udziału człowieka.

A wspomniane na wstępie kąpiele w morzu? Jak najbardziej jest to realne, choć może niekoniecznie w styczniu czy lutym. Kiedy byłam w Libanie w kwietniu, korzystałam z tej  możliwości. Na stokach Farayi, wysoko w górach rano można było ciągle jeszcze jeździć na nartach. Po obiedzie - godzina w samochodzie, zjazd na ciepłe wybrzeże (po drodze - zdejmowanie polarów, bo na dole w zupełności wystarczał sam T-shirt) i wspólnie z libańskimi znajomymi piknikowaliśmy na plaży. Woda w morzu może gorąca nie była, ale mnie, przyzwyczajonej do temperatury Bałtyku, od kąpieli nie odstraszała.

REGION FARAYA - INFORMACJE PRAKTYCZNE (2002 r.)

Dojazd z Bejrutu: w szczycie sezonu zimowego z placu Cola w Bejrucie kursują zbiorowe taksówki - to zdecydowanie najtańszy sposób dojazdu do Farayi. Jeśli chcemy wynająć taksówkę, zapłacimy za nią 15-20 dol. Pokonanie 48 km zajmie nam około godziny.
Ski-pass: całodzienny karnet kosztuje 28 dol. Skipassy półdniowe obowiązują od godz. 12.
Hotele: W hotelach w Farayi zapłacimy przeciętnie 40 dol. za pokój. Wybór tańszych możliwości mamy w Bejrucie (najtańszy pokój jaki tam znalazłam kosztował mnie 5 dol.).
Internet: http://www.SKILEB.com

Libańska ski-szóstka

Do wyboru w Libanie mamy 6 ośrodków narciarskich. Są to (w kolejności alfabetycznej):
* BAKISH (ew. Qanat Bakish) - położony 47 km na zachód od Bejrutu,  koło miejscowości Baskinta. Do dyspozycji narciarzy są 4 trasy, rozciągające się na wysokościach od 900 do 1200 m n.p.m., chociaż najwyższy tutejszy szczyt ma wysokość 2250 m n.p.m.
* CEDARS (czyli: Cedry) - ośrodek w północnym Libanie, niedaleko miasteczka Bcharre, około 120 km od Bejrutu. Pod względem infrastruktury zajmuje drogie (po Fahrayi) miejsce, za to pierwsze jeśli chodzi o wysokości (tereny narciarskie zajmują stoki od 2100 do 2900 m n.p.m.).
* FARAYA MZAAR (w skrócie: FARAYA) - najpopularniejszy i najlepszy z libańskich ośrodków narciarskich, położony ok. 50 km na północny-wschód od Bejrutu. Jest tu kilkanaście wyciągów i tras, wysokości wahają się od 1850 m do 2463 m. Szczegóły - w powyższym tekście.
* FAQRA - 45 km na północny-wschód od Bejrutu, 6 km od innego, najlepszego libańskiego ośrodka narciarskiego, jakim jest Faraya. Do dyspozycji są 4 trasy (najdłuższa ma 1 km) na wysokościach między 2001 i 1735 m.
* LAQLOUQ (LAKLOUK) - 30 km na wschód od miasta Byblos i ok. 70 km na północny-wschód od Bejrutu. Na obrzeżach miejscowości Aarab el Laqlouq (1751 m n.p.m.) jest 5 wyciągów obsługujących kilka tras, z których najdłuższa ma 1200 m.
* ZAAROUR - w stosunku do Bejrutu najbliżej położony ośrodek narciarski (35 km); Wysokości na których się jeździ to od 1651 do 2001 m n.p.m. Do wyboru 4 stoki: dwa dla dzieci (ok. 100 m długości), trasa 700 metrowa oraz 1200 metrowa.

Back to top