Buty dla zapaleńców
Odsłony: 983

Amerykańską firmę Keen kocham przede wszystkim za genialne sandały! Może dlatego jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy, że amerykański producent o intrygującej nazwie (co znaczącej - wyjaśnię dalej) może stworzyć naprawdę fajne buty trekingowe

Testowany produkt: Buty trekkingowe
Firma: Keen
Model: Women Galleo Mid WP (model kobiecy, ale jest też analogiczny męski)
Miejsce i czas testu: Północ Finlandii zimą (luty 2019 r.), podejście do obozu I na Kilimandżaro (marzec 2019 r.), zimowo-wiosenne wyjazdy w Polsce
Cena butów ze strony dystrybutora: 749,95 zł (w wielu sklepach możliwe promocje)

Dlaczego wybrałam te akurat buty? Powody były trzy. Pierwszy - mam lekki, górskie "półbuty", takie do kostki, mam też ciężkie, wysokie i masywne buty na bardziej wymagające górskie wyprawy, ale odkąd z powodu starości (butów, nie mojej :) ) musiałam pożegnać się z moimi ulubionymi "trekerami opcji środka", musiałam zestaw butowy uzupełnić o jakiś model jak najbardziej uniwersalny. Drugim powodem miała być jakość- stawiałam na buty z założenia dobre. Trzeci powód był bardzo prozaiczny - chciałam buty kolorystycznie ciemne, najlepiej granatowe, no i tu Keen akurat wstrzelił się idealnie (swoją drogą jest jeszcze bliźniaczy model w wersji kobiecej - brązowy).

Uzupełnię jeszcze co znaczyć ma wspomniany wyżej "model uniwersalny". Otóż z racji tego że jeżdżę w różne warunki i zakątki świata, chodziło o buty zarówno na wycieczki w góry, jak i do dżungli, na trawiastą sawannę (tam dobrze być w wyższych butach, bo nie wiadomo na co się nadepnie), ale być może także na podwarszawski las (zwłaszcza gdy po deszczu w lesie mokro), na zimę, wiosnę, lato czy jesień.

W obozie Mandara Hut na Kilimandżaro.Wybór był szybki - padło na wykonaną z wodoodpornej skóry nubukowej damską wersję Galleo Mid. Byłam w nich na zimowym wyjeździe do zasypanej śniegiem fińskiej Laponii, gdzie mieliśmy temperatury dochodzące do minus 20 stopni,  ale dla kontrastu zabrałam je też na wycieczkę do obozu I na Kilimandżaro (wysokość 2700 m) gdzie był upał ponad 30-stopniowy (piszę do "obozu I", bo choć normalnie prowadzę grupy na szczyt, to tym razem wyżej już nie szliśmy. Opinia? I tu, i tu chodziło mi się w nich świetnie, a wyjawię, że z racji szerokiej stopy, nie każde buty są dla mnie wygodne. To co doceniłam, to że przy konstrukcji cholewki jaką mają, dobrze trzymają stopę, że mają amortyzującą, dopasowująca się do stopy wkładkę Eva (to skrót od Ethylene Vinyl Acetate, co oznacza materiał z której owa wkładka jest zrobiona),  a ich odpowiednio wyprofilowana podeszwa (trochę jak w butach biegowych) sprawia, że aż chce się zrobić kolejny krok. Plusem jest to że fajnie wyglądają na nodze i są lekkie - ważą około pół kilo, co w stosunku do moich innych butów trekingowych jest dobrym rezultatem (bywają wyjazdy gdzie każdy gram się liczy).

Pewnie niektórzy z Was będą chcieli zapytać o gore-tex.  No więc nie, te buty ich nie mają. Ale to nie minus - w końcu oprócz gore-texu są już i inne membrany, wcale nie gorsze. W tym przypadku jest to podobnie jak gore-tex - wodoodporna, oddychająca membrana o nazwie Keen.Dry. Podobnie jest z podeszwą - nie jest wykonana z vibramu, bo firma Keen ma własny patent - podwójną mieszankę gumy sprawiającą że przyczepność jest naprawdę bez zarzutu. Dodatkowy plus daję za wzmocnienie części z palcami - to akurat charakterystyczna cecha butów firmy Keen (w tym sandałów), dzięki czemu nawet mocne uderzenie w kamień - nie boli.

Skoro to test to powinnam się jednak do czegoś przyczepić :). W sumie nie mam do czego. No może do opisów tych butów jakie znalazłam na polskich stronach internetowych, gdzie w w reklamowej rekomendacji jest mowa o "metalowych otworkach". Nie wiem co autor miał na myśli, bo żadnych otworków w butach nie przyuważyłam, a jedyne metalowe części to haczyki do sznurówek (przy otworkach buty by ciekły). Aaaa, no może jeden minus jest! Cena! Wiem, produkuje się te buty w Europie a nie w Chinach czy Wietnamie, ale obawiam się, że trudno się będzie Keen-owi przebić na rynku z taką akurat ceną, bo nie do wszystkich trafia że jakość kosztuje.

I na koniec jeszcze wyjaśnienie, co się kryje pod nazwą "Keen" (bo obiecałam na wstępie, że wyjaśnię nazwę firmy). To angielskie słówko o wielu znaczeniach, w tym m.in.: gorliwy, przejmujący, zapalony, gorliwy, entuzjastycznie do czegoś nastawiony. Rozumiem że w tym wypadku Amerykanie dając nam dobre buty, chcą nas "zapalić" do wyjścia w teren.

 

 

Back to top