Od stóp do głów
Odsłony: 4755

OGÓLNIE O EKWIPUNKU TURYSTYCZNYM


Wybór właściwego ekwipunku turystycznego to nie łatwa sztuka. Dla jednych podstawowe kryterium stanowi  użyteczność i niezawodność, dla innych – wygląd, są też tacy, dla których najważniejsza jest cena.


Czy można iść w góry w adidasach, dżinsach, zwykłej kurtce, bez żadnego sprzętu, żeby się nie obciążać? Niby można. Tylko że w pewnym momencie sami zrozumiemy, że nie jest to właściwe. Nie chodzi o modę czy tzw. lans – odpowiedni ekwipunek wpływa na komfort, nasze samopoczucie i bezpieczeństwo. Zresztą nie tylko gór to dotyczy – każda aktywność outdoorowa, także związana z kajakarstwem, żeglarstwem czy jazdą na rowerach, wiąże się z potrzebą zainwestowania w stosowny ubiór i sprzęt.


Stawiaj na jakość

Zakup sprzętu turystycznego, zwłaszcza specjalistycznego, musi być przemyślany. Przede wszystkim zastanówmy się, czego potrzebujemy. Zdarzają się wprawdzie rzeczy uniwersalne, jak np. koszulki które założymy i w góry, i na rejs, i na ćwiczenia na siłowni, przeważają jednak produkty dedykowane do konkretnego wykorzystania, w konkretnych warunkach. Przy wielu produktach pojawia się informacja o „sezonowości”. To ważne, bo jest różnica pomiędzy czymś co zostało zrobione z myślą o warunkach letnich, i podobnym produktem „czterosezonowym”, czyli na wszystkie pory roku. Podobne znaczenia mają określenia „turystyczny” i „ekspedycyjny” – to drugie sugeruje dużą większą wytrzymałość.
Niestety, trzeba się przygotować, że kompletowanie sprzętu to skarbonka bez dna. Nie musimy jednak mieć wszystkiego od razu. W pierwszej kolejności zainwestujmy w to, bez czego nie możemy się obejść, mało istotne gadżety zostawiając na później. Przy zakupie stawiajmy na jakość. Nie oczekujmy od sprzętu z hipermarketu, że dorówna firmowym produktom ze specjalistycznych sklepów. Owszem, pewne produkty mogą wyglądać prawie tak samo, ale to „prawie”, jak wiemy z popularnej reklamy, robi różnicę. Na pewno nie warto sugerować się wyłącznie wyglądem czy impulsem wywołanym jakąś sugestią Porównując czytajmy zamieszczone na metkach opisy, parametry, informacje o rodzaju materiału i okresie gwarancji, oglądajmy drobne szczegóły takie jak suwaki i klamry. Jeśli zależy nam na tym, aby sprzęt rzeczywiście nam długo i dobrze służył, musimy mieć czas na wysłuchanie rad ekspertów, poznanie opinii użytkowników, porównanie modeli i spokojne podjęcie decyzji.

Czy warto kierować się nazwą firmy? W dużym stopniu tak, choć oczywiście może zdarzyć się, że trafimy na felerny produkt znanego producenta, a coś z nieznanym logiem okaże się wyjątkowo trafionym zakupem. Na pewno nie warto gloryfikować wszystkiego co zagraniczne – nasze rodzime firmy (niektórzy nie wiedzą że np. Milo, Fjord Nansen, Bergson, Brenda czy HiMountain to polskie marki) nie odstają wcale od zachodnich konkurentów.


Moda na –texy

Aż trudno uwierzyć, jak to jeszcze nie dawno na najwyższe szczyty wchodzono w ciuchach z bawełny i wełny i z brezentowymi plecakami, a w żeglarskie rejsy dookoła świata wyruszano w sztormiakach z grubej ceraty! Czasy się zmieniły, w odzieży outdoorowej pojawiły się kosmiczne technologie (naprawdę „kosmiczne” – wiele patentów testowali kosmonauci!), no i w efekcie zamiast tkanin naturalnych, zakładamy syntetyki, wychwalając pod niebiosa ich zalety. Rzeczywiście, różnica jest kolosalna. Odczułam to niedawno w czasie trekingu w górach Ruwenzori, gdzie przepocony pierwszego dnia bawełniany t-shirt, przy tamtejszej wilgotności nie wysechł do końca pobytu, podczas gdy koszulki z tkanin takich jak dryfast, ryflo, coolmax estrem czy poliester, spisywały się rewelacyjnie. Poza tym każdy z nas wie, że bawełna czy wełna są dużo cięższe (zwłaszcza gdy nasiąkną), no i zajmują więcej miejsca, co przy konieczności noszenia wszystkiego na własnych plecach, ma spore znaczenie.
A co ubierać na koszulkę? Jako zabezpieczenie przed chłodem najbardziej praktyczne są popularne polary, choć to nazwa zastrzeżona dla materiału wprowadzonego przez firmę Polartec. Z tego powodu w odniesieniu do „polarów” innych firm, stosuje się coraz częściej inne określenia, typu fleece, technowarm czy isoline.

Ponieważ polar to tkanina ocieplająca, ale przewiewna, wymyślono windstopery – tkaniny które za bardzo ciepła nie dają, za to zgodnie z nazwą chronią od wiatru. Ich najbardziej zaawansowaną formą są tzw. softshelle – nie tylko że wiatroodporne, ale w dużej mierze także wodoodporne, w związku z czym często nosi się je w zastępstwie kurtki.
Kurtkę jednak mimo wszystko mieć warto, bo przy bardziej ulewnych deszczach tylko ona stanowi godną zaufania ochronę. Wiele z nich uszyta jest z tkanin mających w nazwie –tex (sympatex, aquatex, hydrotex itp. czy wciąż najlepszy, choć przez to też najdroższy – goretex). Przyrostek „tex” to znak, że mamy do czynienia z membraną oddychającą. W uproszczeniu sprowadza się to do tego, że wydalana przez ciało woda (czyli po prostu pot), dzięki specjalnej strukturze materiału jest odprowadzana na zewnątrz, podczas gdy woda z zewnątrz (np. z deszczu czy śniegu), nie jest do środka przepuszczana. Mowa oczywiście o niezużytym materiale, bowiem ochronna powłoka ściera się w miarę noszenia i prania. Dlatego ważne jest, aby co jakiś czas, tkaninę impregnować - w doborze odpowiedniego środka pomoże obsługa specjalistycznych sklepów.

Oczywiście na krótkie wycieczki czy zwiedzanie miast, niepotrzebne nam kurtki o wyśrubowanych parametrach, jeśli jednak wybieramy się na ambitne wyprawy w tzw. góry wysokie, gdzie trzeba liczyć się z raptownymi załamaniami pogody, warto zainwestować w ubrania rzeczywiście dobre, a równocześnie lekkie i wygodne. Do takich modeli należy kurtka North Face Mammatus Pro Shell, oddychająca, z membraną Gore-tex. Wspinacze wysokogórscy zachwycają się nie tylko jej wagą (zaledwie 500 g) i niezwykłą odpornością na wiatr, wodę i uszkodzenia, ale przede wszystkim elastycznością jaką daję specjalny materiał Stretch Pro-Shell i różnymi „patentami” jak dopasowywany w różny sposób kaptur. Jakość jednak kosztuje - cena owej cudownej kurtki to 1699 zł. Przy zwykłych wędrówkach po górach wystarczą modele mniej zaawansowane technologicznie, ale za to tańsze. Paniom polecam bardzo dobrą, uszytą z supratexu kurtkę Sella, firmy Bergson. W ramach ceny 539 zł jest też polar, który w razie potrzeby można odpiąć i nosić niezależnie.

A wracając do kwestii oddychania i wodoodporności… Cudów się nie spodziewajmy. Jeśli staniemy na dłużej pod wodospadem, nawet najlepszy materiał zacznie przemakać, a z kolei przy intensywnym wysiłku nie liczmy, że w ogóle nie będziemy się pocić. Co do odprowadzania potu to podstawowa zasada przy wszelkiego typu działalności outdoorowej, sprowadza się do ubierania się „na cebulkę”, czy mówiąc inaczej – warstwowo, przy czym wszystkie warstwy muszą być z materiałów oddychających (technicznych). Krótko mówiąc: nie narzekajmy że pocimy się w polarze, jeśli pod spodem mamy koszulkę z bawełny. Jedyna słuszna kolejność to: bielizna/koszulka oddychająca, na to polar, a na wierzch windstoper lub oddychająca (-texowa) kurtka (jeśli będzie z jakiegoś zwykłego materiału, wewnętrzne warstwy nie będą mogły spełnić swojej oddychającej roli).

Podobne zasady dotyczą zabezpieczenia nóg (kalesony, spodnie). Nie zapominajmy też o rękawicach, czapkach i kominiarkach (przydatne pod kaski i w szczególnie trudne pogodowo warunki) – sporo ciepła ucieka właśnie przez głowę.


Na boso się nie da…

Jakie buty kupić zależy od tego, gdzie chcemy w nich chodzić. Pomocne w wyborze są wskazówki producenta czy to but miejski, na lekki treking, czy do zimowego wspinania. W każdym razie ktoś, kto potrzebuje plastikowe „skorupy” na góry wysokie, musi kupić je w rozmiarze nieco większym (stopy na wysokości trochę puchną), z kolei na wspinanie się w skałach potrzebne są celowo przymałe „ciżemki”. Przy klasycznych butach trekingowych najważniejsze jest, by były wygodne, miały dobrą, nieślizgającą się podeszwę (najlepiej wibramową), no i powinny usztywniać kostkę, którą na kamieniach łatwo skręcić. Dobrze, jeśli buty są zrobione z oddychającej membrany (najlepiej goretexowej), choć z drugiej strony jeśli trafimy na błoto, nie ma szans, żeby zapchane nim pory membrany odprowadzały nasz pot.
Uzupełnieniem ciężkich butów górskich są wygodne sandały trekingowe, w których również się dobrze chodzi (świetnie sprawdzają się takie z chronionymi palcami, np. z oferty firmy Keen). W schroniskach zastępują one kapcie czy klapki pod prysznic (dobrze mieć takie, które szybko schną).

Nie zapomnijmy też o skarpetach. Do butów trekingowych zaleca się specjalne skarpety trekingowe – odpowiednio profilowane do stopy, oddychające, a zarazem mające właściwości antybakteryjne i niwelujące nieprzyjemne zapachy.


Spanie w każdych warunkach

Ważną rzeczą są również śpiwory. Różnią się one przede wszystkim wypełnieniem – korzystniejszy stosunek wagi do grzania ma naturalny puch, choć w środowisku wilgotnym lepiej spisuje się puch sztuczny. Najważniejsze, aby śpiwór był wystarczająco ciepły, a przy tym w miarę lekki i mały rozmiarowo. Przy wyborze pomoże nam podawanie w opisach wagi śpiwora, jego długości (niskiej osobie nie potrzebny ponad 2-metrowy wór) i temperatur, w jakich producent zaleca jego stosowanie. Jeśli zdarzy nam się przebywać w temperaturach niższych od minimalnej, nic się ze śpiworem nie stanie, ale możemy zmarznąć. Ja śpiworów mam kilka. W tropiki jeżdżę z malutkim, jedwabnym firmy Sea to Summit (mieści się kubku!, a waży zaledwie 125g), natomiast w górach moim ulubionym jest ostatnio śpiwór Bergsona "Yeti I", o zakresie temperatur od +15 do -2 st.C, niewielki rozmiarowo i ważący zaledwie 950 g.
Uzupełnieniem śpiwora jest karimata, czyli izolacyjna pianka, niekiedy jeszcze z warstwą aluminiowej folii, albo materac samopompujący (często nazywany też „matą samopompującą”). Jest on wprawdzie od karimaty nieco cięższy, ale rozmiarowo mniejszy, wygodniejszy i w stosunku do najprostszych karimatek stanowi lepszą izolację. Niestety, może się przebić, tak więc trzeba uważać, gdzie się go rozkłada, a w plecaku nie nosić go np. przy rakach.

Mając w czym i na czym spać, można przenocować naprawdę w każdych warunkach, zarówno w wykopanej jamce śnieżnej, jak i na pustyni, chociaż nie ma to jak dający zupełną niezależność i wygodę własny namiot. Najbardziej praktyczne są namioty typu igloo (kopułki), które rozstawia się szybko, łatwo, a poza tym mogą stać bez śledzi i szpilek, co docenia się zwłaszcza na gołej skale lub betonie. Poza tym są bardzo funkcjonalne – można w nich swobodnie siedzieć i np. gotować. Jeśli jednak zależy nam aby namiot był jak najlżejszy i najmniejszy, lepiej wybrać taki w stylu podłużnego tunelu. Wśród modeli jednoosobowych godny uwagi jest np. bergsonowski Ultra Lite 1, o wadze niespełna 1,7 kg.


Dobytek na plecach

Wyboru plecaka lekceważyć nie należy, bo złe decyzje mogą się fatalnie zemścić. Już pal sześć obolałe plecy lub ramiona, gorzej, jeśli z dala od cywilizacji słabo zszyty plecak po prostu zacznie nam się rozpadać.

Wielkość plecaka określa się w litrach. Jak duży ma być plecak zależy od charakteru wyjazdu i długości jego trwania. Mnie na przykład podczas weekendowych wypadów w Tatry, dobrze sprawdza się 55-litrowy plecak firmy Bergson, podczas gdy w podróż dookoła świata pojechałam z dużym, 85-litrowym „worem” Alpinusa i małym plecaczkiem, w którym miałam rzeczy potrzebne na krótkich wycieczkach.

Plecak musi być przede wszystkim wygodny do noszenia – zanim go kupimy, warto go przymierzyć, sprawdzając regulację pasków (nie tylko tych na ramionach, także piersiowych i pasa biodrowego). Wiele firm produkuje wersje damskie – nie jest to wymysł wyłącznie marketingowy – tego typu plecaki rzeczywiście są dopasowane ergonomicznie do kobiecych kształtów. Ważny jest też materiał z którego plecak jest wykonany – musi być mocny i wodoodporny, a przy tym – w miarę lekki. Na pewno lepiej wybierać plecaki z takim układem komór i kieszeni, który odpowiada naszym przyzwyczajeniom w sposobie pakowania. Są tacy którzy lubią mieć wszystko posegregowane i wówczas im więcej przegródek, tym lepiej. Plecaki wspinaczkowe kieszeni bocznych nie mają (ew. mają odpinane), aby nie zaklinowały wspinacza w wąskich przejściach. Zawsze przydatne są uchwyty i paski do mocowania czekana, kijków, czy namiotu. Coraz więcej plecaków ma też kieszonkę z ukrytym pokrowcem, który można wyjąć w celu zabezpieczenia plecaka na wypadek deszczu lub kurzu – to bardzo użyteczny patent, który jeśli nie jest zintegrowany z plecakiem, dobrze jest dokupić.


Małe też ważne

Lista wyjazdowego ekwipunku bywa długa. Na pewno najważniejsze jest to, co wpływa na bezpieczeństwo. Jeśli to wyjazd wspinaczkowy to lina, kask, uprząż i cały niezbędny szpej, w wyższych górach także raki i czekan, ewentualnie pomocne przy wspinaniu w lodzie dziaby (krótkie czekany, odpowiednio profilowane). Bardzo przydatne są też kijki – składane (teleskopowe), które zwłaszcza na zejściach z ciężkim plecakiem, odciążają stawy kolanowe.

Nie można zapomnieć o okularach! Przydadzą się w każdych warunkach, ale na lodowcach są wręcz konieczne, gdyż bez nich możemy nabawić się śnieżnej ślepoty! Spory wybór dobrych okularów, oczywiście z odpowiednimi filtrami, oferuje polska firma – Brenda.

Koniecznym drobiazgiem jest również latarka, najlepiej czołówka. Z kolei jeśli zamierzamy gotować, trzeba będzie zabrać odpowiednią maszynkę. Najwygodniejsze w transporcie i obsłudze są palniki dokręcane do kartuszy gazowych, trzeba jednak brać pod uwagę, że gazu nie można przewozić w samolotach, a tam gdzie będziemy może być problem z jego kupieniem. W takiej sytuacji lepsze mogą okazać się maszynki na paliwo ciekłe (denaturat, spirytus, benzynę) – np. popularne MSRy lub Primusy (ceny palnik z butlą – od ok. 450 zł).

A skoro już mamy na czym gotować, jeszcze trzeba mieć w czym, choć ja akurat używam do tego zwykłej menażki. Dzięki lekkiej i zajmującej w plecaku mało miejsca liofilizowanej żywności, przyrządzanie posiłków stało się proste nawet dla tych, którzy zarzekają się, że nie znoszą gotowania. Mnie osobiście najbardziej pasują obiadowe zestawy firmy Travellunch oferującej m.in. paellę z owocami morza czy kurczaka w curry (cena porcji - 23 zł). Zaletą jest nie tylko szybkość i łatwość przyrządzenia, ale także fakt, że nie trzeba przy posiłkach brudzić menażki, bo można jeść z przystosowanego do tego opakowania.

Lista tego co może nam się przydać, jest oczywiście dużo dłuższa. Co rzeczywiście powinniśmy kupić, to już indywidualna sprawa. Życzę podejmowania właściwych decyzji.

Back to top