Coś na grzbiet? Ale co?
Odsłony: 6708

 

KUPUJEMY KURTKĘ

Kurtka jak kurtka? Tak wam się tylko wydaje! Zakup dobrej kurtki to wyższa szkoła jazdy, a różnorodność nazw, skomplikowane parametry i chwyty marketingowe producentów wcale nam tego zadania nie ułatwią.



Co w kurtce jest ważne? Kolor? Pewnie! Wbrew pozorom obie płcie zwracają na to uwagę. Krój? Panie nie są wcale poszkodowane, bo wersje „lady” też są do kupienia. Zakładamy jednak, że nie o lans na wielkomiejskich ulicach chodzi, a o praktyczność w akcjach outdoorowych (góry, rower, biegi). W tym wypadku najważniejszy jest materiał, jego parametry i to, jak kurtka jest wykonana.

Tak jak ze wszystkim, nie ma kurtek uniwersalnych – inne oczekiwania mamy wobec kurtki w której chcemy atakować ambitny szczyt, inny wobec takiej, która będzie nam potrzebna na rodzinny spacer w lesie. Dobre kurtki nie są tanie. Za 200-300 zł jakąś tam kupimy, do chodzenia w mieście wystarczy, ale nie łudźmy się że wejdziemy w niej na ośmiotysięcznik. Niewątpliwie warto inwestować w kurtki znanych firm (także polskich), choć mimo wszystko nie zaszkodzi zapytać o opinie na temat danego modelu na forach internetowych. Co do znanych, zagranicznych marek, uważajmy na podróbki przywożone z Azji (zwłaszcza z Chin i Nepalu). Aktualnie najczęściej podrabiany jest North Face.


Texy i cyferki

kurtki 1.jpgNajdroższe są kurtki z tak zwaną membraną, czyli specjalnie nanoszoną, zaawansowaną technologicznie wewnętrzną powłoką. Mikropory które ją tworzą, nie pozwalają na przenikanie wody, która jest na zewnątrz (dzięki temu tkanina jest wodoodporna), ale wilgoć z drugiej strony (choćby pot z naszego ciała) jest na zewnątrz odprowadzana (przynajmniej  w pewnej części). Najsłynniejsza z membran to Gore-tex amerykańskiej firmy Gore, jednak coraz więcej producentów korzysta z własnych membran, wcale nie gorszych (jak u szwajcarskiego Scheller`a) albo trochę gorszych (przeciętny turysta różnicy nie dostrzeże), za to tańszych. Przykładowo w firmie Mamut jest to DRYtech, u Marmota – PreCip, a w polskim Bergsonie – Supratex. Ale uwaga! Nie każda nazwa mająca w końcówce „–tex” jest godna zaufania; bywa że to tylko chwyt reklamowy.

Najważniejsze parametry kurtki, wpływające również na jej cenę, to wodoszczelność i oddychalność. Co oznacza to w praktyce w dobrych sklepach sprzedawcy zapewne wyjaśnią, ale nie zaszkodzi znać pojawiające się na metkach symbole. Wodoszczelność (wodoodporność) określa się w milimetrach przyłożonego do kurtki słupa wody. Jeśli wynosi 20 000 mm lub więcej, fantastycznie - mamy doczynienia z kurtką bardzo wysokiej jakości i przynajmniej w nowości – nieprzemakalną (chyba że postoimy dłuższy czas pod wodospadem). Jednak 15 000 mm H2O też w praktyce wystarczy, a za minimum górskie można przyjąć 10 000 mm H2O. Kurtki o parametrach 30000-5000 mm H20 to już raczej kurtki miejskie, w których mżawkę przetrwamy, ale w ulewie lepiej poszukajmy parasola. Inna sprawa, że materiał może być wodoodporny, ale jeśli będzie miał źle zabezpieczone szwy, dziurkami po igle będzie wchodziła woda. Z tego powodu szwy muszą być zaklejone (zalaminowane).

Drugi z najważniejszych parametrów kurtki, oddychalność, wyraża się w gramach na m kw. na 24 godziny, co z kolei daje obraz, ile pary wodnej (głównie chodzi o pot) dany materiał może odparować w ciągu 24 godzin. Im wyższa wartość tym lepiej - dobre kurtki to około 20 000 g/m kw./24h. Oczywiście warunkiem korzystania z funkcji oddychalności jest odpowiedni sposób ubierania się – to co zakładamy pod kurtkę, również musi być „oddychające” (przykładowo: „techniczna” koszulka, na to polar - nie bawełna! – i dopiero kurtka). Jednak nie łudźmy się – nawet w najdroższej odzieży, przy dużym wysiłku związanym np. z wchodzeniem pod górę czy ostrym pedałowaniem, i tak będziemy spoceni, choć rzecz jasna mniej niż np. w nieoddychającym ortalionie. Swoją drogą i tak nic nie zastąpi wywietrzników jakie robi się w dobrych kurtkach pod pachami (małe dziurki nic nam nie dadzą – wentylacja będzie skuteczna jeśli suwak pozwoli odsłonić całą pachę). Dużo zależy również od pogody. Andrzej Lubczyński z warszawskiego sklepu Sherpa uprzedza: -Membrana odprowadza wilgoć na zasadzie różnicy temperatur i wilgotności. Jeśli na dworze jest ciepło i wilgotno (a w czasie deszczu jest) to membrana słabo „oddycha”.


Razem czy osobno?

Najbardziej uniwersalne są kurtki zwane całorocznymi, ocieplane przeważnie polarem. Na pewno lepiej, jeśli zależnie od warunków pogodowych mamy możliwość wypięcia lub dopięcia owego polaru. Zazwyczaj kupuje się już gotowe zestawy polar plus kurtka, jeśli zaś w sprzedaży jest sama kurtka, warto od razu odpowiedni polar dobrać, sprawdzając czy obie rzeczy da się połączyć (zależy to nie tylko od zamków, także od kroju).

Swoją drogą nazwa „polar” nie jest w większości wypadków poprawna – powinno się ją używać wyłącznie w odniesieniu do oryginalnego materiału opatentowanego przez firmę Polartec, pozostałe produkty polaropodobne innych firm nazywając flisami (org. fleece). Tak czy owak polaro-flisy stanowią doskonałą warstwę izolacyjną, są ciepłe, przyjemne i oddychające, choć niestety nie są wiatroszczelne.

kurtki.jpgGłówną wadą kurtek całorocznych jest to, że jednak trochę ważą i zajmują miejsce. Nic dziwnego, że jak twierdzi Andrzej Lubczyński, rośnie sprzedaż cienkich, a zarazem lekkich kurtek, łatwo mieszczących się do małego plecaczka albo nawet do kieszeni. Nie chodzi przy tym o byle jakie wiatrówki, ale o profesjonalne kurtki membranowe, o bardzo dobrych parametrach zarówno wodoszczelności jak i oddychalności. Przydają się w trakcie deszczu do założenia na polar lub soft shell – żadna z tych rzeczy nie jest bowiem wodoodporna.

No właśnie, co to takiego owy „soft shell”? Andrzej z Sherpy wyjaśnia to tak: – Chodzi o rodzaj tkaniny, która ma zapewnić wiatroszczelność bez użycia membrany, a co za tym idzie utrzymać wysoką „oddychalność”. Taka była idea. Teraz jednak producenci wstawiają różne membrany mając dzięki temu atut nieprzemakalności (kosztem oddychalności!), no a jeśli ową membranę stanowi oryginalny windstopper, czyli opatentowana membrana firmy Gore, rośnie prestiż. W rezultacie zamieszania już na wszystkie tego typu kurtki mówi się w mowie potocznej soft shell (niezależnie czy z membraną czy nie). W naszym sklepie zawsze zwraca się na to uwagę i rozróżnia takie produkty – zapewnia Andrzej.


Drobiazgi też ważne

kurteczki3.jpgMateriał to podstawa, ale o tym czy polubimy kurtkę, decydują też szczegóły, które można podciągnąć pod określenie „funkcjonalność”. Choćby długość kurtki – jedni wolą krótką, inni taką, by zasłaniała całe plecy włącznie z siedzeniem. Albo kaptur – u wspinaczy musi być on na tyle duży, by dawał się naciągnąć na kask, no i świetnie jeśli można go ściągnąć w różnych płaszczyznach, tak by nie zasłaniał pola widzenia. Sztywny daszek przy kapturze też się przyda, bo średnia to przyjemność gdy po twarzy spływa nam woda. W czasie pogody dobrze kaptur schować w gardzie kołnierza. Niekiedy można go też odpiąć, co niektórzy lubią, chociaż duża szansa, że kiedyś odpiętego kaptura zapomnimy (przypomnimy sobie o nim w strugach deszczu), albo będziemy go przypinać zgrabiałymi z zimna dłońmi. Wysoki kołnierz również jest istotny - docenimy to w wietrze i przy opadach (dobrze by zasłaniał policzki i usta, ale nie może być za ciasny). Kolejna sprawa – mankiety! Lepiej jeśli zamiast zwykłej gumki jest możliwość ich regulacji zapięciem na rzep, jeśli zaś mają w środku zabezpieczenie aby nie wlewała się woda, to już  w ogóle rewelacja (zwłaszcza gdy się wspinamy po skałach, które w deszczu zamieniają się w wodospad). I jeszcze – kieszenie! Jeśli kupimy kurtkę typowo wspinaczkową, a chodzimy w niej po mieście, nie narzekajmy że kieszenie ulokowane są nienaturalnie wysoko (to dlatego aby można było z nich korzystać przy założonej uprzęży). Analogicznie – przymierzając kurtkę która nam się podoba sprawdźmy, czy po założeniu plecaka i zapięciu pasa biodrowego mamy dostęp do kieszeni. Istotne są też zamki, gdyż nikt z nas chyba nie chce mocować się z suwakiem, który zaklinował się w materiale, albo w ogóle się rozjechał. Za najlepsze uchodzą suwaki firmy YKK (widać na nich te literki), z których korzysta większość producentów, choć np. w firmie Małachowski uważa się że szwajcarski RIRI jest nawet lepszej jakości. Tak czy owak zamek powinien być powlekany, gumowany, a przynajmniej ukryty pod nieprzemakalnym materiałem, co przedłuży jego trwałość.

Czy zamek główny ma być dwustronny (dający możliwość rozpinania go zarówno od dołu, jak i o od góry)  to rzecz gustu – w niektórych sytuacjach bardzo się to przydaje, ale wiele osób może irytować, bo tego typu suwaki trudniej zapinać. Zwłaszcza przy kurtkach na zimowe warunki dobrze jeśli uchwyty suwaków mają dodatkowe „przedłużacze” z krótkiej linki czy paska materiału – dzięki temu możemy je zapinać nawet w rękawicach z jednym palcem. Inny patent przydatny zimą, to tak zwany fartuch śnieżny (wewnątrz kurtki), sprawiający że przy zjazdach na śniegu (wszystko jedno czy na sankach, czy tak zwanych dupozjazdach) śnieg nie wsypie się pod kurtkę. Ponieważ mimo wszystko większości z nas fartuch będzie przydawał się rzadko (lub wcale), dobrze jeśli można go odpiąć.

Z innych ważnych patentów istotne mogą okazać się elementy odblaskowe. W ciągu dnia ich nie widać, ale w nocy „świecący” paseczek może uratować nam życie (może trzeba będzie przejść ruchliwą szosą, albo coś nam się stanie i będą nas szukali?). Inwencja w pomysłach na praktyczne rozwiązania jest niewyczerpana – są już nawet kurtki ze specjalną wstawką przy rękawie do wytarcia nosa! Może niezbyt higieniczne, ale w niektórych warunkach bardzo przydatne!


Specjalnie dla narciarzy

Tendencja w kierunku minimalizmu w wadze i gabarytach zaczyna być widoczna także w kurtkach narciarskich. Grzegorz Tryba, prezes „Bergsona”, a zarazem stały bywalec zagranicznych targów odzieży sportowej zapewnia, że teraz stoki zaczną podbijać kurtki „odchudzone” – lżejsze, nie tak sztywne jak dawniej, za to z jak najlepszą oddychalnością i równie ciepłe jak dawniej. Naturalny puch stosuje się w nich rzadko, raczej stawia się na ocieplinę syntetyczną. 

Przy kurtce na stok sporą wagę przywiązuje się zwykle do koloru (ja osobiście nie znoszę narciarzy ubranych na biało, a przez to niewidocznych) oraz design`u (snowboardziści wolą kurtki luźne, zakrywające siedzenie, a narciarki z podkreślającym figurę wcięciem w talii). W temacie kolorystyki prezes Tryba twierdzi, że wciąż dominuje klasyka: raczej jednobarwne czerwienie, czerń, granat, z niewielkimi wstawkami innych kolorów. –Chociaż… - prezes Bergsona waha się. –Faktem jest że wśród pań wzięciem cieszą się też bardziej odważne kolory, np. pistacjowy czy odcienie fioletu – stwierdza.
Na pewno bardzo praktyczne w kurtkach narciarskich są specjalne kieszonki na skipass, dzięki czemu nie trzeba go wyciągać przy przechodzeniu przez bramki wyciągu. Wśród kieszonek jest też często specjalna na gogle (wyściełana miękkim polarem, aby szybka się nie porysowała), a także na komórkę i sprzęt do słuchania muzyki. Inna sprawa, że z własnego doświadczenia wiem, że nadmiar kieszonek wcale życia nie ułatwia, mało tego, większa szansa że szukając jednej rzeczy, zgubimy inną (i to pewnie wtedy, kiedy będziemy wisieć na wyciągowym krzesełku). Kołnierz i kaptur na stoku też są  ważne, no i miło jeśli kołnierz ma od wewnątrz przyjemne i ciepłe obszycie polarowe. Wspomniany przy kurtkach trekingowych fartuch-śniegołap i specjalne antyśniegowe mankiety również się przydają – zwłaszcza przy wywrotce w kopnym śniegu. Dobrym patentem są zaczepy do przypięcia rękawic – niezastąpione kiedy chcąc np. zrobić zdjęcie lub wyjąć dzwoniący telefon rękawicę trzeba zdjąć.

Niektórzy zwracają jeszcze uwagę na specjalną płytkę tak zwanego systemu Recco, ułatwiającego odszukanie zasypanego przez lawinę. W praktyce za bardzo na nią nie liczmy. Owszem, może uratować życie, ale tylko w przypadku gdy jesteśmy na terenie gdzie służby ratunkowe odpowiednio szybko reagują, a w dodatku mają sprzęt konieczny do namierzania płytek, co nie jest wcale powszechne.


Puch – naturalnie idealnie

kurteczki2.jpgDla zmarzluchów nie ma to jak kurtki puchowe. Mogą być wypełnione tak zwanym puchem sztucznym (specjaliści wolą określenie: wypełnienie syntetyczne, podkreślając że to nie puch) lub naturalnym (puch gęsi lub kaczy). Syntetyki są tańsze, łatwiej je prać, ale nie od dziś wiadomo, że natury poprawić się nie da i najlepsze parametry grzania ciągle ma prawdziwy puch. Kurtki puchowe są niezastąpione na wyprawach wysokogórskich, ale na nartach czy w mieście również można je z powodzeniem nosić. Jeszcze do niedawna za ich wadę uważano brak wodoodporności, tym bardziej że mokry puch nie grzeje, no i trudno go wysuszyć. Teraz argumentu tego nie ma, bo przynajmniej w renomowanych firmach  powłoki zewnętrzne wykonuje się z materiałów jak najbardziej wodoodpornych, z membranami. Ale… -W mroźną, ale w miarę bezwietrzną pogodę lepszym rozwiązaniem od membranowej puchówki będzie założenie swetra puchowego – doradza Tomasz Grubecki z firmy Małachowski. – Jeśli bardzo wieje, możemy na taki puchowy ubiór założyć np. windstoper. Nie ma sensu robić tego na odwrót, czyli z windstoperem do środka. I dodaje: -W przypadku bardzo złych warunków atmosferycznych na "puchówkę" zakładamy kurtkę membranową. - Nie ubierajmy się przy tym zbyt grubo! Spocimy się, a nie będąc w stanie wydalić tej wilgoci na zewnątrz (w mikroporach membrany para wodna zmieni się w kryształki lodu) zaczniemy od wewnątrz zamarzać i wtedy nawet najlepsza puchówka nam nie pomoże! – ostrzega Tomasz Grubecki.


Delikatność popłaca

Z częstym praniem kurtek lepiej uważać – za dobrze im to nie robi, zwłaszcza jeśli chodzi o walory nieprzemakalności. W trakcie prania (ale także od samego noszenia plecaka) ściera się  naniesiona na wierzch kurtki warstwa tzw. DWR (skrót od Durable Water Repelent), której zasługą jest to, że np. w czasie deszczu krople wody pozostają na materiale, nie wsiąkając. W każdym razie warto czasem kurtkę impregnować (do wyboru impregnaty w sprayach, ale też i takie które dolewa się do prania lub płukania. Producenci to m.in. Toko, Nikwax, Atsko, Granger‘s). Co do prania, to koniecznie trzeba czytać zalecenia na metce. Rzadko, ale zdarzają się kurtki które zaleca się prać wyłącznie chemiczne, przy innych na odwrót - czyszczenie chemiczne absolutnie nie wchodzi w grę. Najlepsze jest pranie ręcznie, albo wrzucając do pralki na łagodny program, zwykle nie więcej niż 30 stopni, bez odwirowania, zamiast proszku dodając specjalne środki do prania kurtek z membranami, ewentualnie płatki mydlane. Jeśli stwierdzimy jakieś rozdarcia, zamiast zszycia ich igłą (każde przekucie materiału sprawi, że będzie w tym miejscu przepuszczał wodę), lepiej nakleić specjalną łatkę (do kupienia w sklepach outdoorowych).
Niestety, z odzieżą tak jak i z człowiekiem – w miarę upływu czasu, zużywa się i nawet najlepsze środki, nie przywrócą jej właściwości z nowości.

Back to top