Doktor i jego ferajna
Hits: 6720
PARK DZIKICH ZWIERZĄT W KADZIDŁOWIE


Kluska to wydra, Alaska - suczka husky. Razem mieszkają i  chodzą na codzienne spacery do pobliskiego  jeziorka. Ale to tylko jedne z wielu mieszkanek Parku Dzikich Zwierząt w mazurskim Kadzidłowie, miejscu które kochają i dorośli, i dzieci.
 


Kluska i Alaska - dwie przyjaciółki- Kluskę znalazł pewien myśliwy. Jego pies pobiegł przynieść upolowaną kaczkę, no ale zamiast ptaka przyniósł malutką wydrę.  - opowiada dr Andrzej Krzywiński, twórca Parku Dzikich Zwierząt. I dodaje: -Wychowana przez naszą spanielkę jest teraz najlepszą przyjaciółką Alaski. Alaska jak przystało na rodowitego psa husky, nie znosi kąpieli, ale za wydrą bez wahania wskakuje do wody.
Wspomniana spanielka to już etatowa mamuśka. Wcześniej przygarnęła borsuki, potem wilki. Teraz wilki są już dorosłe, dawno też przerosły suczkę, ale wciąż darzą ją respektem i szacunkiem. -Jeśli wrzucilibyśmy im jedną kość, murowane że bez piśnięcia oddadzą ją spanielicy - słyszę od Doktora.

Doktor to zarówno przydomek jak i faktyczny tytuł naukowy Andrzeja Krzywińskiego. Założony przez niego 16 lat temu [tekst z 2006 r. - przyp.] Park Dzikich Zwierząt to jego pasja. Na 100 ha żyje w nim ponad 160 gatunków zwierząt. Większość (ok. stu) stanowią rodzime gatunki mazurskie, ale jest też sporo zwierząt rodem z Syberii i Dalekiego Wschodu. Należą do nich m.in. jelenie milu, jelenie Dybowskiego, konie Przewalskiego, jaki...

Większość zwierząt turyści mogą zobaczyć w ramach spaceru z przewodnikiem. Nie jest to jednak typowe zoo - założeniem Parku jest stworzenie zwierzętom warunków zbliżonych do takich, w jakich żyją na wolności. Mimo to część zwierząt przyzwyczaiła się już do widoku ludzi - można do nich podejść bardzo blisko, niekiedy pogłaskać, nakarmić kupioną karmą

Zwierzęce love story


title="Jeleń św. Huberta" src="/images/stories/kadzidlowo-jelen.jpg" alt="Piękny i dumny jeleń św. Huberta " width="165" height="220" /> Zaczynam zwiedzanie z grupką dzieciaków z wycieczki szkolnej. Najpierw sesja zdjęciowa z dającymi się głaskać danielami, po czym przewodniczka pokazuje wielkiego łosia: -To Tajga, ma już 12 lat - informuje. Nieco dalej są bizony, tarpany (koniki polskie) i piękny śnieżnobiały jeleń. Konkretnie - jeleń św. Huberta - na świecie żyje ich ok. 200 sztuk, z czego 8 w Kadzidłowie. Dzieci dociekają dlaczego zwierzę ma tak dziwną nazwę, przewodniczka opowiada więc o żyjącym w VII wieku Hubercie, który zgubił się w trakcie polowania. Kiedy stracił nadzieję na odnalezienie drogi, zobaczył zaplątanego we wnyki białego jelenia z krzyżem między rogami. Myśliwy oswobodził zwierzę, w zamian za co jeleń wyprowadził go z bezkresnej puszczy. Po tym wydarzeniu Hubert zaprzestał polowań i poświęcił się sprawom wiary, a po śmierci uznano go za świętego.

No ale oto mamy kolejną atrakcję, bowiem podchodzi do nas oślica, którą można poklepać. -Ma na imię Klementyna - przedstawia przewodniczka. I dodaje: - Ciągle kłóci się ze swoim mężem, Alojzym, który ją kopie... Wkrótce dowiaduję się o sekretach miłosnego pożycia także innych zwierząt. I tak na przykład locha Kwikunia, wychowana w Kadzidłowie samica dzika, mając sporo swobody przez dziurę w płocie zaczęła wypuszczać się poza teren Parku. A że serce nie sługa, zakochała się w żyjącym na wolności koledze. Na noc wprawdzie wracała do swojej zagrody, ale i tak po pewnym czasie doszło do powiększenia dziczego stada.

Nie zawsze jednak miłość ma szczęśliwy finał. Pecha ma choćby kania, drapieżny ptak mieszkający w Kadzidłowie w lesnej wolierze. Dziki amant - pan kania, od pewnego już czasu lata nad swoją wybranką, no ale happy endu w tym przypadku nie będzie.

Dobrze im tu


Jedna z pensjonariuszek KadzidłowaCzęść zamieszkujących Park zwierząt przynieśli Doktorowi ludzie. Chore, sieroty - w Kadzidłowie znalazły troskliwą opiekę. Tak było ze wspomnianą Tajgą - łoszą (samicą łosia), ranną w wyniku uderzenia przez samochód, czy sowami uszatymi które podczas burzy wypadły z gniazda. Pamiętam jak kilka lat temu pierwszy raz przyjechałam do Kadzidłowa i w barku koło parkingu zostałam "napadnięta" przez śmiałą wiewiórzycę. -Też przygarnięta. Ostatnio próbowała się wydepilować lepem na muchy - szczegóły z życia ciekawego świata rudzielca zdradzała dziewczyna z obsługi. W ostatnich dniach pojawiły się nowe wiewiórki. - Przywiezione je jeszcze ślepe. Chcemy dać je pod opiekę naszej królicy - mówi dr Krzywiński.

Najwięcej "znajd" jest wśród ptaków. W ramach tzw. ptasiego azylu dość liczna jest np. grupa bocianów. Robi się wszystko by na jesieni ptaki odleciały. W zeszłym roku pięć z nich uparło się, by zostać - przezimowały w specjalnym pomieszczeniu z podgrzewaną podłogą… Są też żurawie, które w ogóle nie mają szans odlecieć. Wylęgły się już w niewoli, z przyniesionych przez kogoś jaj i po prostu nie znalazły nauczyciela latania.

 

 

Nie tylko to co widać


Dr Krzywiński z jednym z podopiecznychPytam Doktora, jakie gatunki ze swojego zwierzyńca uważa za najcenniejsze. W przydomowej zagrodzie pokazuje mi gorala. To dalekowschodni krewniak kozicy, ma go zaledwie kilka ogrodów zoologicznych na świecie. Goral ostatnio "podpadł", bowiem wdrapał się po siatce na dach domu, na którym jest bocianie gniazdo. Ani jemu ani bocianom nic się nie stało, ale teraz rącze zwierzę (w ramionach Doktora bardzo spokojne) jest pod specjalnym nadzorem. Towarzystwa ma sporo, bo ogródek w którym mieszka tętni życiem. Między biegającymi królikami przechadza się dumny bażant chiński, obok z gracją stąpa nieśmiały czarny bocian, jest też kilka mundżaków (najmniejsze jelenie świata). Trochę dalej, nad niewielkim stawem Doktor pokazuje mi ptaki wodne. To żyjące na Mazurach gatunki wpisane do Czerwonej Księgi, a więc zagrożone wyginięciem: różeniec, hełmiatka, świstuń i podgorzałka.

Ale tak naprawdę prezentowane turystom zwierzaki to tylko część realizowanego tutaj projektu. Kadzidłowo to ogromny teren pełniący rolę placówki naukowej. Dumą Doktora Krzywińskiego są przede wszystkim prowadzone przez niego programy reintrodukcji konkretnych gatunków. Tak jest np. z rysiami, które wyginęły z terenu mazurskiej Puszczy Piskiej 16 lat temu. -Na wolności jest już 5 rysiów rodem z Kadzidłowa. -W ubiegłym roku urodziły się pierwsze młode, a w tym roku też będą - cieszy się Doktor. Teraz z kolei myśli o reintrodukcji cietrzewi, m.in. w Kampinoskim Parku Narodowym. Poza tym wiele zwierząt z Kadzidłowa trafia do różnych ogrodów zoologicznych (do zmiany obywatelstwa na holenderskie szykują się obecnie kadzidlańskie wydry), albo staje się bohaterami prac naukowych. Zresztą córka pana Andrzeja - Jadwiga też pisze pracę magisterską o swoich ukochanych rysiach. Jest więc nadzieja, że będzie komu kontynuować dzieło Doktora. Dobrze, bo grono miłośników Parku w Kadzidłowie stale rośnie.

 

 

Informacje praktyczne (z 2006 r.):


Dojazd: Kadzidłowo znajduje się ok. 12 km od Mikołajek, 10 km od Rucianego Nidy i 3 km na północ od Ukty. Dojechać można albo od drogi Mikołajki-Ukta albo Ukta-Mrągowo. W obydwu przypadkach trzeba wypatrywać tablic z napisem "Park Dzikich Zwierząt".

Zwiedzanie: 
Park Dzikich Zwierząt można zwiedzać przez cały rok od godz. 9.30 do zmroku. Bilety dla dorosłych kosztują 15zł, dla dzieci i młodzieży - 4 i 6 zł.

Kontakt do Parku: tel. (0-87) 425 73 65.

Uwaga!

Wybierając się do Parku Dzikich Zwierząt warto poświęcić  trochę czasu również na zobaczenie zlokalizowanego po sąsiedzku prywatnego muzeum Danuty i Krzysztofa Worobców. Głównym obiektem tego mini-skansenu jest mazurska chałupa podcieniowa z początku XIX wieku, wypełniona starymi sprzętami, o których oprowadzający przewodnik opowie wiele ciekawych historii. Pożywić możemy się w znajdującej się w kolejnej zabytkowej chacie "Oberży Pod Psem". W menu znajdziemy sporo tradycyjnych dań, m.in. wereszczaki (schab wieprzowy) z kaszą gryczaną - danie mazurskich starowierców czy pyszny jogurt z miodem i orzechami. Więcej: http://www.oberzapodpsem.com

 


Back to top